O mnie

Smykałka do rękodzieła to dar i przekleństwo przekazywane z pokolenia na pokolenie…

Nie lubię kiedy ktoś opowiadając swoją historię zaczyna słowami… od zawsze… chciałam malować albo… odkąd sięgnę pamięcią… śpiewałam… Wydawać by się mogło, że to taki banał…
U mnie zajęcie się rękodziełem to powrót bumeranga, którym dostałam w głowę i jak głowa już przestała boleć to doznałam olśnienia 🙂

Rękodzieło owszem, było zawsze na około mnie ale to było coś… hmm… normalnego a wręcz powszedniego.

Dla mojej mamy i babci było to tak normalne, że ani się nad tym jakoś nie rozwodziły ani nie achały, ochały i ojojały.
Mama wielokrotnie powtarzała słowa babci, że jeżeli „chcesz coś mieć to sobie to po prosu zrób”.
I robiła…kołysząc mnie jedna nogą w wózku, wyszywała krzyżykami obrazy albo robiła cuda wianki na szydełku.

Pamiętam na werandzie u babci krosna na których robiła kiedyś dywany. Później haft krzyżykowy, którym wyszywała pledy na łóżko, na fotele oraz obrazy. Po drodze były również swetry na drutach, ale najbardziej wierna pozostała jednak szydełku, którym wyczarowywała serwety, a obecnie ubrania a nawet ozdoby na choinkę.

To wszystko było takie ot tak sobie… Jakby to było na pstryknięcie palcem…

 
 

Założenie Manu Malu jest poniekąd właśnie takim ukłonem i pokazaniem tego, co jest pracą rąk, czymś wyjątkowym a często dla osób, które to wykonują jest czymś powszednim i normalnym.

Będąc dzieckiem zdarzały mi się ciągi (przede wszystkim na wakacjach) podczas których wyszywanie wciągało mnie tak, że nie chciało mi się iść z innymi dziećmi na dwór a prucie i na nowo dzierganie jednej serwetki było okupione łzami, nerwami i ciskaniem tego wszystkiego w kąt by ponownie do tego wrócić.

Tak na poważnie jednak zaczęło się to od zrobienia pierwszych tortów z pieluszek, o które poprosiła mnie koleżanka. Dzięki pomocy i radom mamy powstały dwa torty a dzięki przychylnym słowom innych osób i kolejnym zleceniom tak to się zaczęło… Chciałam i chcę być w tym co raz lepsza bo wiem, że za każdym zamówieniem na tort i każdym prezentem dla dziecka kryje się coś więcej…

Moimi klientami i osobami są najczęściej ciocie, babcie i chrzestne dzieciaczków, które mają się urodzić lub które już przyszły na świat. Są to osoby dla których prezent to okazanie wdzięczności za to, że mały człowiek jest już na świecie i chcą mu dać wszystko to, co najlepsze i wyjątkowe tak jak wyjątkowa lub wyjątkowy jest ich wnuczka/ek, chrześniak/czka, siostrzenica/siostrzeniec itp.

Obecnie, kiedy dzieci od urodzenia mają wszystko najlepszym prezentem jest nie coś prosto ze sklepu a coś prosto z serca.

Będąc mamą dwóch córeczek: Zosi oraz Ady podczas takich okazji jak: baby shower, odwietki, chrzest, urodziny dostawałam różne prezenty (bo prezenty na początku, wbrew pozorom, otrzymują rodzice a nie dzieci). Wiem, że każdy prezent kupowany i dawany był od serca ale były wśród nich też perełki, które chwytały za serce.

Dlatego właśnie powstała Manufaktura Malucha. Chciałabym, aby pierwszy prezent dawany rodzicom i dzieciątku był niezapomniany. Wiem, że na tym też zależy klientom i klientkom, które się do mnie zgłaszają.

Moim marzeniem jest również aby prezent był również wyrażeniem wdzięczności rodzicom za nowego członka rodziny, za to, że są dzielni i aby dodać im otuchy w tym pięknym ale i trudnym czasie.